czwartek, 27 listopada 2014

4. Dean, poznaj Annę.

Chłopak posłusznie podążył za dziewczyną sukience, mimo że jeszcze przed chwilą wydawało mu się, że kobieta w ciele Narabelany nie musiała być nią. Wskazywały na to te nagłe zmiany - włosy, ich kolor, budowa, a nawet oczy. Niechętnie wszedł do pokoju,w  którym zamiast zobacyzć tego co się spodziewał, ujrzał dawną Narabelanę, przynajmniej taką jak pamiętał.
- Przepraszam cię za Kather. - powiedziała na wejściu. - Musiałeś się jej pewno przestraszyć.
- Nie była aż taka straszna. - skłamał. - Może najwyżej ta zmiana i to, że chciała mnie zabić.
- Niestety, taka już jest. - westchnęła. - Dean.. tak?
- O ile mnie pamięć nie zawodzi.
- A więc Dean. - spojrzała na chłopaka. - Pewno nie wierzysz w Rantarshak, ale niestety na twoje i nasze nieszczęście musisz w nas uwierzyć. Powinien cię już przekonać do tego Heibon, ale zdaję sobie sprawę z twojego twardego stąpania po ziemi, jednak Kraina Luster jest i będzie prawdziwą krainą.
- Najwyżej baśniową. - prychnął niemiło. Dosyć żartów. W głowie usłyszał ponownie ten nieprzyjemny głos Kather. - A nawet jeśli, to wolałbym wrócić do domu.
- To nie będzie możliwe, Dean. - pokręciła głową. - Po pierwsze, inkantacja musi zostać wymówiona z drugiej strony Lustra, na dodatek podczas Jasnego Księżyca. Na twoje nieszczęście trafiłeś na okres Półcienia.
- Że co proszę? - chłopak nie rozumiał słów Patronki krainy.
- W Krainie Luster czas dzieli się na Księżyce.- chrząknęła dziewczyna. - Jasny, Cienia i okres Czerwieni. W Jasnym okresie góruje magia biała, w Cienia góruje czarna magia, a w okresie Czerwieni używanie magii jest zakazane i grozi śmiercią. Dla uproszczenia.
- Czyli musiałbym przeczekać tutaj dwa okresy i mógłbym wrócić do domu jeśli skontaktuję się z Heibonem, by odmówił inkantację?
- Tak, to dałoby radę, jeśli Heibon dobrze by ją odczytał. - odkiwnęła mu Narabelana. - W jakim języku była zapisana inkantacja na Lustrze?
- W łacinie. Przynajmniej od lewej, on mi to kazał czytać od prawej.
- Czyli Pesteroth był od początku skurwysynem. - Mysther zacisnęła pięści. - Cholernik jeden, wiedziałam!
- Uspokój się, Mysther. - w pokoju rozbrzmiał głos Kather, jednak nikt nie otworzył ust. - Nie warto pastwić się nad Przeklętym.
- Przeklętym? - chłopak zdziwił się. - Dobra, nie ważne. Chciałbym się jeszcze ile trwa taki okres Cienia czy coś.
- Udało ci się trafić na okres Półcienia, gdzie oba okresy występują jeden po drugim, co jest bardzo rzadkie.  - blond kobieta przewróciła oczami. - Sama nie wiem ile to może trwać, głównie okres Cienia trwa dwa tygodnie ludzkie, a okres Czerwieni nawet do miesiąca.
- Czyli utkwiłem tutaj na.. - chłopak obliczył na palcach dla ironii sytuacji. - Dwa cholerne miesiące?!
- Nie umiesz liczyć? Sześć tygodni ludzkich. - prychnęła na niego Mysther. - Ludzkich! Tutaj czas płynie inaczej.
- Boże, nie mów mi tylko, że utknąłem tutaj na dłużej. - Dean załamał się do końca.
- Czas tutaj płynie szybciej na twoje szczęście. - odezwała się blondwłosa.
- Dzięki Bogu. Powiesz mi może jeszcze, co mam niby robić przez ten czas?
- To wytłumaczy ci Mysther. Niestety, nadchodzi górowanie Księżyca Cienia, Kather będzie wychodzić nade mnie, muszę jej pilnować. Mysther. - kobieta zwróciła się do dziewczyny w sukience. - Jeśli byłyby jakiekolwiek kłopoty, zawsze jesteś mile widziana w moim domu.
- Dziękuję, Nara. - Mysther lekko ukłoniła się w pasie, a kobieta opuściła jej dom, jak gdyby nic dziwnego nie miało miejsca. Zamknęła po niej starannie drzwi i poszła do pokoju,  w którym spał jeszcze nieco ponad godzinę temu Dean.
- Zaraz. - wrzasnął. - Czyli ja mam tutaj czekać te całe okresy i nie okresy?!
- Zamknij jadaczkę, mam lepsze rzeczy do roboty, niż kłócenie się z pierwszym lepszym Podobieństwem. - odwarknęła. - Też mi się nie podoba to, że musisz tu mieszkać zwłaszcza w tym okresie.
- Chodzi ci o ten Półcień?
- Zamknij się już. Proszę. - pstryknęła na niego. - Nie wiem, czy wasze jedzenie różni się od naszego, ale herbatę na pewno mamy wspólną. Pijesz zieloną czy czarną?
*
Krzątał się w tę i z powrotem po pokoju Deana. Heibon kompletnie nie wiedział co ma robić. Jedzenie, które dostał od rodziny chłopaka smakowało jak pierwsze lepsze łajno centaura, przez co oskarżał matkę Deana o naprawdę fatalną kuchnię jak na matkę dwójki dzieci. Jednak to nie to było jego największym problemem, tylko czas jaki mieli. A raczej ten, którego nie mieli. Dean utknął w Rantarshak, on utknął w Londynie. Nie wiedział ile zajmie Równowadze i Harmonii, by odkryły tę zmianę światów przez dwójkę śmiałków, a raczej ofiar własnej głupoty i ciekawości. Patrzył ciągle w lustro, jednak jedyne co widział to odbicie swojej twarzy, tak, swojej. Zawsze ciekawił się jak wygląda, a widząc Deana myślał, że to tak wygląda, jednak obrzydzało go to, że młody chłopak tyle patrzy w lustro. Jego twarz wydawała się inna niż ta, którą codziennie widział u Deana. Jego była jaśniejsza i o wiele bardziej skupiona każdego dnia. Gdyby stanął przy Deanie naprzeciw lustra, nie powiedziałby o żadnym podobieństwie do niego. Chociaż pewno by tak nie zrobił, bo to on jest odbiciem Deana, w lustrze nic by nie zobaczył. Oczy miał szersze albo przynajmniej tak mu się zdawało. Zielone tęczówki biły blaskiem jarzeniowej żarówki w pokoju chłopaka, policzki były na pewno bardziej zaróżowiałe niż Podobieństwa, a usta pełniejsze. Miał też grubszą szyję, jedyne co mieli to samo to chyba tak naprawdę głos. I włosy, to była jedyna rzecz którą Heibon lubił, gdy Evans przeglądał się w lustrze. Może dlatego to tak często robił? Przez chwilę nie mógł się oderwać wzrokiem od lustra, póki nie wystraszył go odgłos otwieranych, skrzypiących drzwi.
- Dean, a ty znowu przed lustrem? - westchnęła Rena, młodsza siostra Podobieństwa Heibona. - Miałeś mi opowiedzieć jak było na wycieczce. 
- Miałem? - zdziwił się Heibon. 
- Tak poza tym, to czemu wróciłeś tam do muzeum? - napierała na niego umysłowo, czuł to.
- Mówiłem przecież matce, że zostawiłem tam telefon.
- Kłamiesz! - krzyknęła. - Widziałam, że rozmawiałeś przez telefon gdy wychodziłeś z domu! 
- Więc, co byś chciała za milczenie? - po dłuższej chwili ciszy Heibon przełknął głośno ślinę patrząc na satysfakcję Reny. 
- Chciałabym, żebyś mi powiedział co się stało z moim bratem. - założyła ręce na piersi. - Znam mojego brata aż za dobrze i nie oferował by mi nawet złamanego funta za milczenie, a raczej wybiłby mi zęby. 
- S-skąd ty to.. - Heibon pokręcił głową wiedząc, że znajduje się na przegranej pozycji, wydając się. - Twój brat jest gdzieś, skąd jak na razie nie może wrócić.
- Ile chcecie wyciągnąć od naszej matki? - spytała, siadając na łóżku. - Za okup za brata.
- Że co? - zamrugał kilka razy. - Nie, to nie tak. Jak myślisz, czy jakiś porywacz chciałby się tak bardzo upodobnić do twojego brata?
- Właśnie to miało być moje następne pytanie, ale jeśli sądzisz, że to nie jest okup, to słucham w takim razie co.
- Wierzysz w zapiski Steve'a Franka? 
- Tego szajbniętego polityka co prowadził dziennik na temat Krainy Luster? Nie wiem czy są wiarygodne, ale to z jaką pasją pisał o każdym zakątku Krainy Luster było naprawdę ciekawe. To było lepsze uczucie niż czytanie Harrego Pottera po raz pierwszy. 
- U, zawzięta czytelniczka widzę. Kontynuując, skoro czytałaś zapiski Steve'a Franka, znasz Krainę Luster jak własną kieszeń?
- Można powiedzieć. Wiem, że jest kraina, w której żyją ludzie podobni do nas, jednak nie widziałam nic więcej w żadnej książce biograficznej o tym miejscu. 
- Więc. - pochylił się na krześle. - Nie sprzedałabyś mnie przez pewien czas, kiedy będę ci przez godzinę opowiadał historię Rantarshak - Krainy Odbić?
*
Po dość krótkim jak się spodziewał wieczorze herbaty, spał na stole, który dziewczyna posłała mu po północy. Był niewygodny w cholerę, jednak to musiało mu wystarczyć. Gdzieś w połowie nocy, kiedy miał już powoli zasnąć usłyszał szloch. Jednak wiedział, że nie jest to szloch Mysther, dziewczyny u której tymczasowo pomieszkiwał. Jej głos był twardy, przynajmniej tak mu się wydawało. Wstał powoli ze stołu, który i tak głośno zaskrzypiał, jednak jak się okazało nikt się nie ruszył. Poszedł w kierunku szlochu i jak mu się wydawało ujrzał Myther, ciągle w tym samym czerwonym szaliku, jednak na sobie miała czarny podkoszulek na ramiączkach oraz krótkie, szare spodenki. Siedziała zgarbiona na łóżku patrząc się w lustro jakby dziecko w telewizor, nie mogące oderwać wzroku. Dalej słyszał szloch, mimo że dziewczyna nie miała szklących się oczu, ani nie ruszała ustami, aż do momentu, kiedy kątem oka zauważyła Deana stojącego w drzwiach. 
- Kather mówiła ci, że nieładnie podsłuchiwać. - warknęła, nie odrywając wzroku od lustra.
- Przepraszam, ale nie mogłem spać, a to jojczenie już mnie doprowadzało do szału.
- To nie jojczenie ignorancie, tylko płacz. Szloch dokładniej. - westchnęła, podkulając nogi pod brodę. - Jezu, jak ja nie cierpię patrzeć jak płacze.
- Jak kto płacze? - spytał lekko zdenerwowany, po czym podszedł i usiadł obok dziewczyny naprzeciw lustra. Otworzył szeroko oczy, kiedy zauważył, że na lustrze widać twarz dziewczyny, która wydawała owe dźwięki szlochu. Miała długie, czarne i proste włosy niczym Mysther, jednak bez tego śmiesznego zakrętu na końcach, oczy niby w tym samym kolorze, jednak dziewczyny z lustra były czerwone i mocno zapuchnięte. Rzęsy mocno sklejone od łez i rozmazanego tuszu, a warga czerwona, prawie przekrwiona od ciągłego przygryzania jej, gdy próbowała przestać płakać. Co jakiś czas przykładała dłonie do twarzy. Wtedy to chudymi i kościstymi palcami drapała się po policzkach szponami na ich końcach. Patrzył się na nią w skupieniu i wtedy zrozumiał, że jest to Podobieństwo Mysther. - Jak ma na imię?
- Anna. Jej matka jest Polką, a ojciec Rosjaninem, jednak mieszkają w Anglii, tak jak ty.
- Często tak.. często tak płacze?
- Ostatnio częściej. - położyła głowę niżej, nie odrywając wzroku od lustra. - Dokładniej od momentu, kiedy jej chłopak się powiesił.
- Łoah. - chłopaka zatkało. - Strasznie mi przykro.
- Anna też chciała się powiesić. Dokładnie na tym szaliku. - wskazała palcem na swoją szyję. - Na tym samym, którym dostała od niego na urodziny. Jednak szalik się rozwiązał, a ona teraz nosi go przy sobie jak pamiątkę, jednak ryczy jak głupia chcąc się zabić. Nie chcę tego po części.
- Po części? - spojrzał na nią ukosem. - To to nie jest tak, że gdy umiera Podobieństwo, to Odbicie również?
- Nie. Gdy Podobieństwo umiera, jego Odbicie staje się Shlachem. Shlach to wysoko postawiona osoba, niestety nie mogąca używać mocy magicznej, a w okresie Czerwieni to one górują.
- Nie chciałabyś zostać tym Shlachem?
- Nie za taką cenę. Chciałabym, żeby była szczęśliwa.
- Więc dlaczego jej tego nie powiesz?
- Głupi! - wrzasnęła cicho. - A ty wiedziałeś o istnieniu Heibona, zanim się z nim zobaczyłeś twarzą w twarz?
- Też racja. - przewrócił oczami. - Ale ja mogłem się porozumieć z Heibonem, myślisz, że z nią też bym mógł?
- To zbyt ryzykowne. Nie podoba mi się to.
- Spokojnie. Porozmawiam z nią tylko raz, przekażę rzeczy od ciebie, będę mówił w twoim imieniu.
- Chciałabym, ale to zbyt skomplikowane debilu. - odwarknęła. - Chociaż.. dobra. Spróbuj. Nazywa się Anna Stalfov, może uda ci się, Guru.
*
Kolejny dzień był dla niej katorgą. Wciąż opłakiwała stratę lubego Petera, mimo że chłopak odebrał sobie życie ponad dwa miesiące temu. Starała się ubierać ładnie, gdy przychodziła nad jego grób. Tym razem miała na sobie sukienkę z tiulem - czarną, jak to lubił. Może nie mógł wytrzymać, że nie jest brytyjskiej krwi? Na pewno powiedziałby jej, gdyby chciał odebrać sobie życie. Poszła by za nim nawet do piekła, tak bardzo chciała. Jedyne co jej po nim zostało, to ten szalik.
Wyrzuć go. 
Głos w jej głowie rozbrzmiał niczym torpeda, pojawił się tak szybko, jak zniknął, jednak potrafił ją przestraszyć. Sama wiedziała, że z natury jest płochliwa. Złapała jedną dłonią za szalik, po czym rozejrzała się po pokoju, jednak jak podejrzewała, nikogo nie widziała. Pięknie, zaczynają się jej choroby psychiczne. 
To on cię osłabia. 
W jej głowie znowu zabrzmiał obcy głos, tym razem z łagodniejszym tonem wypowiedzi. Nie znała tego głosu, jednak za drugim razem wydawał się jej o wiele milszy. 
- Kto mówi? - wrzasnęła z całej siły płuc na swój pokój, oświetlony tylko niewielkimi lampkami na choinkę wokół lusterka na szafie. - Gdzie jesteś?!
- Przykro mi, ale nie mogę ci się pokazać. - tym razem głos usłyszała na pewno w pokoju, a nie w swojej głowie. Przerażona rozejrzała się po pokoju, jednak nikogo nie widziała.
- Kim jesteś? - wrzasnęła jeszcze raz. - Dlaczego każesz mi wyrzucać ten szalik?!
- Czy to nie na nim, chciałaś się powiesić, Anna? - głos znowu przemówił, jednak ostrzej. Teraz idealnie mogła rozpoznać, że był to głos dosyć głęboki, jednak nie mogła rozpoznać go spośród wielu znanych jej głosów. Na pewno rozmawiała z czystym Brytyjczykiem. Akcent tego człowieka był płynny, wręcz.. piękny. Piękniejszy niż jej ojca. - Spokojnie, nie chcę ci zrobić krzywdy.
- Gdzie jesteś? Pokaż się, pokaż mi, że nie zwariowałam. 
- Spokojnie Anna, nie zwariowałaś, ale chcę ci przekazać tylko słowa osoby, dla której jesteś bardzo ważna. 
- Co? - uklękła na podłodze, patrząc się w sufit. - Mam nadzieję, że nie słyszę Boga. 
- Co? Nie, nic z tych rzeczy. - głos zaśmiał się. - Od kogoś, kogo widzisz patrząc w lustro. 
Dziewczyna spojrzała na lusterko na drzwiach szafy, jednak widziała tam tylko siebie, klęczącą na podłodze w swojej piżamie. 
- Mnie? O..ode mnie?
- Nie płacz. - powiedział głos, tonem dosyć łagodnym. - Ona zawsze będzie przy tobie, Anna. 
- Co? - odezwała się w stronę lustra. - Kto będzie przy mnie? Halo! Odpowiedz mi!
Jednak głos już nie odezwał się do niej tego wieczora. Biła dłonią w lustro, jednak nie usłyszała niczego nawet w swojej głowie. Wiedziała, mimo to, wolała wierzyć w tą piękniejszą wersję. Że ten głos jest prawdziwy. Jednak wiedziała, że straciła już wszelakie zmysły. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz