- A więc, droga klaso. - klasnęła w dłonie ich wychowawczyni - Ell Marbucky. - Jak już mówiłam, niedawno zostało otwarte nowe muzeum, a raczej zostanie otwarte Muzeum Historii Średniowiecza, w którym nie tylko znajdziemy nudne, stereotypowe zbroje, jakbyście to powiedzieli, ale również i historię o wiedźmach, magii i innych zabobonach, których nie uznalibyście za takie nudne.
- Kiedy tam jedziemy? - rękę podniósł Max Der, jeden z chłopaków, których Dean mógł nazwać "Nie jest tak pojebany jak reszta".
- W ten czwartek. - powiedziała nauczycielka, nie kryjąc zdziwienia po szczęśliwym wybuchu klasy. - No dobra, a teraz gadajcie z czego macie sprawdzian.
- Z niczego proszę pani. - wrzasnął klasowy "śmieszek".
- Timm, ja to mogę sprawdzić w dzienniku.
- Niby z historii, ale i tak mieliśmy przełożyć. - tym razem odezwał się Paul.
- Jezu, dzieciaki, jak wy tak mi się będziecie zachowywać do końca, to wy maturę sobie przełożycie. - westchnęła Ell. - Ale skoro miał być to sprawdzian z historii, pani Tern pojedzie z nami jako opiekun.
- Co?! NIE! - wrzasnęła cała klasa, oprócz zawsze siedzącego cicho Deana.
- Więc jedziemy w piątek po sprawdzianie.
- To ja pójdę do profesor Tern! - wrzasnęła dziewczyna w pierwszej ławce, a kobieta wypuściła ją do nauczycielki historii. Niedługo po omówieniu kosztów wycieczki, wliczając ceny biletów ze zniżką dla grup zorganizowanych oraz podwyżką cen biletów przedpremierowych z powodu inflacji i podatków, zadzwonił dzwonek, a klasa wyszła z sali na korytarz. Jedynie Dean został na swoim miejscu, bo miał do tego prawo, a po chwili podeszła do niego wychowawczyni.
- Evans, na pewno chcesz jechać na tę wycieczkę? - spytała; nigdy nie mówiła do niego po imieniu tak jak do reszty klasy, po chwili zajęła miejsce naprzeciw niego. - Jeśli nie chcesz jechać, ja to zrozumiem, jednak twoja matka na pewno będzie chciała, żebyś tam pojechał i zrobił jej przyjemność, że jej syn przynajmniej stara się nie być aspołeczny.
- Moja aspołeczność nie jest pani sprawą. - westchnął głęboko, nie patrząc na kobietę, a na szybę, w której widział swoją cierpiącą twarz. - Moja matka też mnie nie obchodzi, to jej polityka.
- Evans, naprawdę zrozumiem, jeśli nie chcesz jechać, ale jeśli jeszcze raz będziesz używał wobec mnie jako nauczyciela takiego słownictwa będę zmuszona rozmawiać z twoją matką.
- Rozumiem. - ponownie westchnął, tym razem odrywając swoją twarz od odbicia w szybie. - Dobrze, pojadę. Przynajmniej to nie jest kolejne nudne muzeum ze stereotypowymi zbrojami.
- Widzisz, od razu jest lepiej, kiedy masz takie nastawienie. - zaśmiała się cicho. - Może jak będziesz dalej się tak nastawiał, to może zdasz do kolejnej klasy. Miłej przerwy.
Kobieta wstała i udała się na korytarz, przymykając za sobą drzwi do klasy, zostawiając Deana samego ze sobą. Chciałabyś. Pomyślał chłopak, wiedząc jak bardzo kobieta go nienawidzi jak reszta świata, a tylko udaje miłą. Ponownie wrócił wzrokiem do swojego odbicia, zauważając kosmyk włosów zbyt przylegający do jego twarzy. Zmrużył oczy i próbował ułożyć kosmyk na jego miejsce, kiedy jego odbicie.. mrugnęło. Przynajmniej tak mu się zdawało, chociaż gdyby mrugnął, widziałby choć na chwilę ciemność. Jednak tak się nie stało. Przetarł oczy i zauważył, że kosmyk leżał na swoim miejscu, a w sali nie był już sam. Wszyscy siedzieli skupieni, patrząc się na ławki, a on sam spojrzał w dół. Kurwa, sprawdzian. Złapał za długopis, po czym spojrzał na zegarek telefonu, który leżał pod piórnikiem. Lekcja zaczęła się ponad dwadzieścia minut temu. Jakim cudem tego nie zauważył? Szybko podpisał się na kartce papieru i dziękował komukolwiek, bo na pewno nie Bogu, że sprawdzian obejmował same pytania zamknięte.
*
- Znowu jedynka, Dean? - wrzasnęła jego matka prawie na całe gardło. - Wstydziłbyś się przynosić takie oceny do domu!- Jezu no, miałem mniej czasu! Ty pewno też nie pamiętasz połowy wzorów, jakich się nauczyłaś w liceum!
- Jak to mniej czasu Dean?! Z tego co wiem, gdy nauczycielka fizyki weszła do klasy, siedziałeś spokojny i wyprostowany, a gdy podała ci test, patrzałeś w kartę przez dwadzieścia minut! To jest mniej czasu?!
- Naprawdę straciłem rachubę! Poprawię to!
- Mam nadzieję! Wiesz jakim wstydem jesteś dla mnie? Ogromnym! Myślisz, że to miło, kiedy wszyscy z Rady Miasta chwalą się jak to ich dzieci kończą każdą klasę z wyróżnieniami, a ja nie mam co powiedzieć o moim pierworodnym, bo ledwo co zdaje z klasy do klasy?!
- Naprawdę to poprawię, no! - wrzasnął, zaciskając pięści.
- Jeśli nie poprawisz tego jutro, nie pojedziesz na tę cholerną wycieczkę do Muzeum Historii Średniowiecza! Będę cię każdego dnia, wysyłać do tej cholernej placówki, żebyś się uczył, a jeśli to będzie konieczne, nawet w weekendy!
- Dobra, daj mi spokój kobieto, powiedziałem, że to poprawię, to poprawię!
- Gdzie ty idziesz?! - wrzasnęła do odchodzącego syna. - Jeszcze z tobą nie skończyłam!
- Ale ja tak! Chcesz żebym się uczył, czy nie zdał? - wrzasnął, po czym trzasnął za sobą drzwiami. Rzucił się na łóżko i westchnął w poduszkę. Wyjął po chwili telefon z ręki i poprawił włosy, patrząc na swoje odbicie w telefonie. Gdyby nie jego zagapienie, może zdobył by lepszą ocenę, a matka znowu nie wyzywałaby go od gorszych. Rena zawsze się przed nią chwali, a on? Też by chciał czymś od czasu do czasu się pochwalić, ale Rena zawsze jest lepsza. Kompleks młodszego rodzeństwa, czyż nie? Tak jak niestety obiecał matce, złapał za znienawidzoną książkę od fizyki i powtarzał wzory przez piętnaście minut. Jednak ponownie poczuł mocne mrugnięcie i zauważył, że na zegarku na szafce nocnej pojawiła się godzina jedenasta trzydzieści. Zasnąłem? Przecież przed chwilą była siedemnasta. Trudno. Odłożył książkę na bok i przykrył się kołdrą, a mimo myśli, że spał przez bite sześć godzin, z łatwością odpłynął do krainy Morfeusza.
*
Udało mu się. Przyłożył się jeszcze do powtórki i ocenę poprawił na dostateczną, dosłownie. Matka na ostatnią chwilę zgodziła się na wyjazd, tak jak i dyrekcja szkoły. Wyjazd był dosłownie last minute, jak wszystko inne załatwiane przez panią Marbucky. Siedział na końcu autokaru, który po dwóch godzinach zawiózł ich w odległe krańce stolicy w korkach porannych. Wysiedli pod ozdobnym budynkiem ustawiając się w pary i w samotną jedynkę Deana, po czym weszli do Muzeum. W środku oprowadzał ich niezbyt młody mężczyzna, na co wskazywała jego łysina. Dean brzydził się łysiną, jak dziewczyny brzydzą się pająków i brudu. Nie tyle co się jej bał, ale odrzucał ją niczym niechciany przedmiot. W końcu trafili na sektor "Magia", który zaintrygował klasę, a o dziwo i jego. Sala była pełna... luster. Wokół luster były również ustawiane półki z księgami, sztuczne pajęczyny dla lepszego efektu grozy, choć wyglądało to tandetnie, a obok półek stały małe stoliki, z kilkoma księgami, porozkładanymi na brzegach okrągłych stolików.
- Więc jesteśmy teraz w sektorze "Magia", który różni się trochę pewno jak zauważyliście od sektora "Wiedźmy". Każde lustro rozstawione po bokach sali jest przejściem do poszczególnych, małych sal, wspominających o początkach wiary w magię i jej używanie. Znacie pewnie opowieści o wielkim czarodzieju Merlinie lub Gandalfie z książek wybitnego pisarza fantastyka, Tolkiena. Jednak muszę was uprzedzić, że to nie była magia, lecz czary.
- A czym niby to się różni. - prychnął o dziwo Dean, a cała klasa spojrzała, że on cokolwiek powiedział.
- Trafne pytanie.. chyba. - odchrząknął przewodnik. - Otóż w czarach były używane zaklęcia, a magia cechowała się tylko jako cały zbiór. To troszkę pogmatwane, ale jeśli by w twoje ręce trafił kiedykolwiek dziennik Steve'a Franka, wiedziałbyś czym jest magia. Zwał on w swojej księdze, bo książką nie umiałbym tego nazwać, że magia to tylko cechy pozytywne zaklęć, a także stwory, które w niczym nie przypominały ludzi.
- A pan kiedyś miał ten dziennik, że wie?
- Nie, otóż dziennik tak samo jak Steve Frank zaginęli wiele setek lat temu, jednak wiadomo, że Frank nie żyje, a dziennik leży razem z nim w mogile. Zapiski dziennika głosił rodzinie, ta natomiast przekazywała to z pokolenia na pokolenie, by wieści rodziny nie przepadły jak proch na wietrze.
- Bujdy. - wrzasnął Timm. - To lustro na środku też gdzieś prowadzi?
- O nie, pod żadnym pozorem nie można go dotykać! - powiedział zdenerwowanym tonem głosu przewodnik. - To tak zwany Elearn, portal do Krainy Luster. Magiczne lustro, które pozwalało odkryć najbardziej magiczną krainę, gdzie zło nigdy nie zawitało, ani harmonia nie została zachwiana. I tak, uprzedzam pytanie. - wskazał na dłoń Timma unoszącą się w górze. - To też było opisane w dzienniku Steve'a Franka. Lustro zabrano kiedyś z jego domu, podobno sam je zbudował. Oczywiście to jest replika, nikt nie wie, gdzie znajduje się prawdziwe lustro. Na ramie została odtworzona inkantacja magiczna, która podobnież pozwala na przeniesienie do Krainy Luster. Oczywiście, jest to w łacinie, jednak tłumaczenie na nasz język oznacza "Nigdy nie wierz w to, co jest przed tobą ani za tobą, jednak wierz w to, co masz w środku". Piękne czyż nie? Okej, widząc wasz niezbytni zachwyt, możecie się rozdzielić po lustrach. Widzimy się w ostatnim przejściu na lewo, a potem przejdziemy do ostatniego sektora "Koniec średniowiecza".
Tak jak nakazał przewodnik, "wszyscy" się rozdzielili. Jedynie Dean został w sali i podszedł do wielkiego lustra, jednak go nie dotykał. Patrzył tylko w swoje odbicie w wielkim lustrze, w którym wydawał się tak mały i bezbronny.
- Bu! - wrzasnął Max stojący za nim, a Dean odskoczył na bok.
- Cholera, człowieku! Kiedyś ci przyjebię.
- Oj no już, nie sraj wyżej niż możesz dupę unieść, Dean. - chłopak klepnął go w ramię. - To lustro jest naprawdę fascynujące, nieprawdaż?
- Jest wielkie. I ten napis to na pewno łacina? - Spojrzał na ramę na której widniało Nec ante te nec post te credere, sed in hoc quod intus.
- No tak no, przeczytam ci to. Nek ante te nek...
- Głupi. Tego się tak nie czyta. - chrząknął. - To się czyta inaczej, coś jakbyś w tym pierwszym słowie czytał każdą literę inaczej.
- Ty, skąd ty się znasz na łacinie? - spytał Max, słuchając jak chłopak zakończył inkantację w łacinie. - Z tego co wiem, to ty s polskiego też ledwo zdajesz.
- Ojciec jest lekarzem, musiał zdawać łacinę. Uczył mnie przez jakiś czas, przynajmniej jak czytać.
- No to fajnie masz. Idziesz ze mną obejrzeć wystawy? Nudno mi z tą klasą samemu.
- Coś ty nagle dla mnie taki miły? - spojrzał na niego krzywo, patrząc ostatni raz w swoje odbicie, które jak zauważył, nie ruszało się jak on, a raczej.. stało w miejscu. - Dobra, chodź. To lustro jest dziwne.
- Myślałem, że jesteś lalusiem.
- Bycie lalusiem, a dbanie o włosy to inne rzeczy. - warknął, idąc z Maxem do drugiego lustra.
- Czyli jesteś pedałem? - chłopak wybuchł śmiechem.
- A może zamknij ryj?
- Dobra, dobra. - burknął pod nosem i wyprzedził Evansa.
Dean postanowił pokonać swoje uzależnienie i obiecał sobie, że do końca dnia, postara nie spojrzeć na siebie w lustrze. Zamknął więc oczy i na oślep, poszedł w stronę ósmego lustra, za którym czekał na nich przewodnik z nauczycielką.
- Już skończyłeś oglądać, Evans? - spytała Marbucky. - Inni jeszcze oglądają, może..
- Tak, skończyłem. - odparł ostro, po czym schował ręce w kieszenie i czekał, aż cała klasa zbierze się w sali, o dziwo ani razu nie patrząc na swoje odbicie w telefonie.
*
- I jak było Dean? - kiedy wszedł do domu jego siostra Rena siedziała na kanapie oglądając telewizję, jednak on ją zignorował. - Ej, halo. Odezwij się do mnie, bo to nie fair, że ty tam pojechałeś mimo takich ocen. Boże no!
Jednak Dean ciągle ignorował siostrę i szybkim krokiem poszedł do swojego pokoju, a tam już nie wytrzymał. Nie patrząc jeszcze w lustro, które miał w wewnętrznej stronie drzwi szafy, wyciągnął telefon i przytrzymał je naprzeciw twarzy. Zepsuł się? Zmatowiało czy coś? Nie widać mnie! Rzeczywiście, telefon nie odbijał jego twarzy, włosów.. niczego. Machał wolną dłonią przed ekranem, jednak widział tylko to, co miał za sobą. Przerażony, rzucił telefon na łóżko i podszedł do szafy, otwierając z impotentem jej drzwi. Zamarł w bezruchu kiedy okazało się również, że i tam nie ma jego odbicia.
Czy ja... zniknąłem?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz